wtorek, 31 stycznia 2017

98. Co się dzieje w Radzie Osiedla Kijewo?

Od jesieni ubiegłego roku docierają do mnie informacje o problemach z Radą Osiedla Kijewo. Pisała też o nich prasa. Były to głównie informacje o tym, jak członkowie RO nie dogadują się ze sobą, że trwa konflikt. Tak bywa, gdy zespół tworzą ludzie o różnych koncepcjach pracy. Oczywiście - należy dążyć do tego, by porozumiewać się przy pomocy argumentów i raczej przekonywać oponentów, niż ich pacyfikować. Konflikt i problemy z dogadaniem się nie są skandalem - w końcu to dzięki różnicom w spojrzeniu na te same sprawy ludzkość zawdzięcza postęp i różnorodność, jednak ostatnie wiadomości, które do mnie dotarły są już bardzo niepokojące.
Tak się zastanawiam - na jakiej podstawie państwo (cytuję za protokołem umieszczonym tutaj)
Z. Frątczak
S.Siciński
K.Romianowski
J.Stencelewicz
T.Kustra
J. Tomczyk
W.Tomczyk
odrzucili wniosek K.Duszyńskiej o udostępnienie nagrania z drugiego posiedzenia RO Kijewo? Pewnie nie wiedzieli, że mają obowiązek takie nagranie udostępnić.

Dotarły do mnie zarzuty, że Rada Osiedla Kijewo nie udostępnia mieszkańcom dokumentów. Żadnych. Wnioski o nie pozostają bez odpowiedzi, lub mieszkańcy otrzymują odpowiedź, że nie ma możliwości technicznych udostępnienia im dokumentów, o które pytali. Sprawą udostępniania tych dokumentów mieszkańcom nie jest także zainteresowany urząd miasta. Na pisma, w których mieszkańcy skarżyli się na RO Kijewo otrzymali jedynie odpowiedź, że urząd nie dysponuje tymi dokumentami. "Nie mamy pana płaszcza i co pan nam zrobi?" Ciekawe, że brak odpowiedzi także na wnioski, w których mieszkańcy deklarują, że zapoznają się z nimi w siedzibie Rady Osiedla... Aby zobaczyć, co się dzieje na spotkaniach Rady Osiedla Kijewo weszłam na stronę internetową, na której RO w Szczecinie udostępniają informacje o ich pracy, a także dokumenty z nią związane.

Przejrzałam z grubsza dokumenty udostępniane przez kilka Rad Osiedli na tych stronach i muszę stwierdzić, że nie jest to medium używane przez wszystkie rady do komunikowania się z mieszkańcami. Na przykład Rada Osiedla Bukowo nie udostępniła tam żadnych protokołów. Zupełne zero. Za to w protokołach Rady Osiedla Niebuszewo-Bolinko znalazłam całkiem szczegółowy protokół z dnia 02.06.2016. Przejrzałam jeszcze kilka protokołów tej Rady Osiedla i stwierdziłam, że przekazują sporo informacji. Postanowiłam w kolejnym miesiącu bardziej szczegółowo zająć się sprawą publikowania materiałów na dedykowanych temu działaniu stronach.
Link ogólny:
http://osiedla.szczecin.pl/

Ponieważ znalazłam chwilkę, postanowiłam zasięgnąć informacji bezpośrednio u źródła - podjechać na dyżur Rady Osiedla Kijewo, który miał odbyć się 17.01.2017 roku, o godzinie 18:00, ale przed wyruszeniem w drogę dostałam informację, że spotkanie jest odwołane. Kolejne miało się odbyć w dniu 24.01.2017, o tej samej godzinie.
Dotarłam na miejsce punktualnie. Weszłam do pomieszczenia, w którym spotykała się RO i zostałam powitana. Oraz zapytana, czy jestem mieszkanką osiedla. Zgodnie z prawdą odpowiedziałam, że nie jestem. Padło pytanie, jako kto zatem przybyłam. Odpowiedziałam, że jako ja, na przykład. Mieszkanka miasta Szczecin, prowadząca niniejszego bloga, ewentualnie członkini Sieci Obywatelskiej Watchdog Polska. I że zasadniczo nie muszę się tłumaczyć, bo każdy ma prawo przyjść na spotkanie RO. Chwilę po mnie pojawili się inni uczestnicy spotkania. Z padających tekstów wynikało, że właśnie spotkały się dwa wrogie sobie obozy. Wszystkich poproszono o wpisanie się na listę. Zwróciłam uwagę, że przy każdym imieniu i nazwisku była adnotacja typu "mieszkaniec osiedla", "członek rady", przy moim dopisałam "mieszkanka Szczecina", odnosząc wrażenie, że powinnam wypisać wszystko, co może usprawiedliwić moją obecność w tym miejscu i czasie.
Mieszkańcy osiedla zgłosili, że odmawia się im udostępnienia różnych dokumentów z działania RO Kijewo, mimo wysyłanych wniosków. Radny tłumaczył, że nie ma odpowiedniego sprzętu, wywiązała się dyskusja...

Ogólnie bardzo dużo się działo w sferze mówionej. Przewodniczący RO udostępnił mieszkańcom segregatory z korespondencją, dokumenty ze spotkań Rady Osiedla. Członkowie Rady Osiedla dopytywali się o regulacje prawne, na podstawie których mają obowiązek udostępniać dokumenty. Wyrazili chęć zorganizowania spotkania, na którym będą mogli zapoznać się z wynikającymi z prawa obowiązkami w tym zakresie. Rada Osiedla Kijewo nie posiada na stanie skanera/drukarki, dzięki którym mogłaby udzielać informacji...

Posypały się zarzuty dotyczące sposobu pracy Rady Osiedla Kijewo, a także powołanych w jej ramach komisji. Przewodniczący stwierdził, że nie ma możliwości zmusić ludzi do pracy, zwłaszcza, kiedy w siedzibie RO panują minusowe temperatury (rzeczywiście, w pomieszczeniu było zimno). Przypomniałam, że nie ma obowiązku bycia radnym osiedlowym i jeśli ktoś się na takie stanowisko zgłasza (podobnie jak do komisji wewnętrznych), to powinien się liczyć z tym, że będzie miał dodatkowe obowiązki. Jeśli nie chce, lub z innych przyczyn nie może wypełniać tych zobowiązań, powinien zrezygnować. Odniosłam wrażenie, jakby część RO Kijewo obraziła się na mieszkańców i odwróciła plecami, odmawiając współpracy, póki się nie uspokoją.

Mimo wielkiej podejrzliwości, z jaką spotkałam się na początku zebrania uważam, że spotkanie było całkiem sympatyczne. Widać konflikt, ale uważam, że odrobina dobrej woli obu stron i skupienie się na celach pozwoli ludziom skutecznie współpracować. Wybieram się z wizytą do innych RO, żeby zobaczyć, jak wygląda sytuacja w innych miejscach. Pomysł, by zorganizować spotkanie-dyskusję-debatę-szkolenie dla członków Rad Osiedli i mieszkańców uważam za bardzo trafiony. Na podstawie tego, co widziałam wyciągnęłam wnioski, ze słaby jest poziom wiedzy, jakie prawa i obowiązki mają RO, jakie miejsce w tym systemie zajmują mieszkańcy. Odnoszę wrażenie, że RO nie przywiązują wagi do komunikowania się z osobami z zewnątrz (opinię wydam po spotkaniu, ale także po przeanalizowaniu strony, na której powinny publikować protokoły, uchwały i inną dokumentację), nie mają także podstawowej wiedzy, jak powinny reagować na wpływające do nich zapytania i wnioski. 

W Szczecinie mamy RO bardziej lub mniej aktywne, czy też skuteczne. Działają w spokoju lub na wzburzonym morzu lokalnych konfliktów. Uważam, że wymiana doświadczeń, przekazywanie wiedzy, a także świadomość, w jakie podstawowe urządzenia powinna być wyposażona siedziba RO (nie tylko czajnik, ale także wspominany wyżej skaner/drukarka) pozwoli poprawić warunki działania, kontakt z mieszkańcami, a także wizerunek samej instytucji w mieście.



Pozdrawiam!
DorotaM



czwartek, 12 stycznia 2017

97. Skarga na prezydenta

Dotarły do nas niepokojące wieści o tym, co działo się na spotkaniach Zespołu Opiniującego Szczeciński Budżet Obywatelski 2017. Pojawiały się skargi na niepełne, lakoniczne protokoły, nieoddające faktycznego przebiegu spotkań, zarzuty w stosunku do członków zespołu, które trudno zweryfikować, bo protokoły nie zawierają informacji o takich zdarzeniach, a nagrania z przebiegu spotkań, które były dokonywane przez pracowników urzędu, nie są ogólnodostępne. Dodatkowo jednemu z uczestników spotkania w dniu 17.11.2016 zakazano rejestrowania przebiegu posiedzenia. Brak jawności i przejrzystości mocno szkodzi wizerunkowi SBO 2017, i tak mocno nadwerężonemu między innymi przez opóźnienia.
Uznaliśmy, że musimy zareagować. Złożyliśmy skargę na Prezydenta Miasta Szczecin w związku z uniemożliwieniem mieszkańcowi rejestrowania spotkania. Złożyliśmy też do Prezydenta wniosek o bardziej szczegółowe protokołowanie spotkań Zespołu Opiniującego SBO 2017, a także o udostępnianie na stronie BIP Urzędu Miasta nagrań ze wszystkich spotkań Zespołu Opiniującego, które miały miejsce w związku z pracami nad Szczecińskim Budżetem Obywatelskim 2017.

O tym, co z tego wynikło będziemy Was informować na bieżąco.



Tutaj nasza skarga:



A tu wniosek:




wtorek, 10 stycznia 2017

96. Dlaczego cisza

Zawalona robotą na kilku frontach skandalicznie zaniedbałam inkubator, za co bardzo przepraszam. Próbując nadrabiać zaległości informuję zatem, że wkrótce relacja z kameralnej debaty dotyczącej inicjatywy lokalnej. Pojawi się także tekst o szczecińskich radach osiedli, bo docierają do nas kolejne skargi mieszkańców na niektóre z nich. Szykujemy także spotkanie/debatę dotyczącą praw i obowiązków rad osiedli, by zarówno radom osiedli, jak i mieszkańcom uświadomić jak powinny prawidłowo funkcjonować i z czym można, a nawet trzeba się zwracać.
Kończę także międzynarodowy monitoring spółek komunalnych, prowadzony przez Słowaków, przy współpracy z Węgrami, Czechami i Polską. Konkluzje, wnioski i rekomendacje - wkrótce. Także wrażenia i uwagi okołoraportowe.

To, że cicho, nie znaczy, że zapadliśmy w sen zimowy :)

Pozdrawiam!

DorotaM



niedziela, 20 listopada 2016

95. Inicjatywa lokalna - debata

W Szczecinie wrze, w związku z opóźnieniami w realizacji SBO 2017. Późno rozpoczęto prace nad założeniami, były wakacje - różne, bardzo ważne i mniej ważne przeszkody pojawiły się na trasie tegorocznego maratonu, na końcu którego jest worek z kasą.
Czy musi tak być?
Czy mieszkańcy muszą brać udział w tego typu zawodach, by sfinansować rzeczy dla nich ważne?
Nie musi. Od 2010 obywatele mogą korzystać z dobrodziejstwa inicjatywy lokalnej. A przynajmniej mogą korzystać z niej tam, gdzie radni przyjęli uchwały wprowadzające ją.
Jak wyczytałam na stronie bibliotekawolontariatu.pl

"Ustawodawca nie określił terminu przyjęcia uchwały o inicjatywie lokalnej, dlatego należy przyjąć, że powinna być ona podjęta niezwłocznie po wejściu w życie nowelizacji ustawy o pożytku, czyli już w roku 2010 r. Brak uchwały blokuje możliwość realizacji działań przez mieszkańców i naraża samorząd na zarzuty o naruszenie przepisów."


Sześć lat opóźnienia - to na pewno nie jest "niezwłocznie".

Czym jest inicjatywa lokalna? Najwyższą formą partycypacji społecznej. To rzeczywista współpraca mieszkańców i urzędu, gdzie mieszkaniec daje swoje zaangażowanie, często czas i pracę, a urząd zapewnia materiały, czy pokrywa koszty pewnych działań.

Szczegółowo o inicjatywie lokalnej możecie poczytać tu:

http://bibliotekawolontariatu.pl/wp-content/uploads/podstawa-prawna-IL.pdf
http://inicjatywa.um.warszawa.pl/lokalna
http://siecsplot.pl/static/upload/inicjatywa_lokalna_krok_po_kroku.pdf

Dlaczego warto ją wprowadzić? Bo angażuje rzeczywiście lokalne społeczności. Wymaga od nich współpracy, ale zapewnia wsparcie rzeczowe lub finansowe dla pomysłów, zaspokajających potrzeby mieszkańców.

Niestety, szczecinianie nie mają możliwości korzystania z dobrodziejstw inicjatywy obywatelskiej, bo radni do dnia dzisiejszego (a od wprowadzenia takiej możliwości minęło już 6 lat) nie uchwalili zasad funkcjonowania tego pożytecznego narzędzia. Czemu? Kto wie?

Chcemy zapytać radnych, czemu do dnia dzisiejszego nie zajęli się tą ważną dla mieszkańców sprawą. Chcemy podyskutować o tym, czy inicjatywa obywatelska może okazać się lepszym rozwiązaniem, niż Szczeciński Budżet Obywatelski.

Dlatego zapraszamy Państwa do Szczecińskiego Inkubatora Kultury, w poniedziałek, 28.11.2016, gdzie o godzinie 18.00 rozpoczniemy debatę poświęconą w całości inicjatywie lokalnej. Chcemy przedstawić jej zalety i zapytać, czemu w Szczecinie to niezwykle pożyteczne narzędzie nie funkcjonuje.

Spotkajmy się, zapytajmy, porozmawiajmy - i wprowadźmy w końcu inicjatywę do Szczecina.

Zaprasza serdecznie cały zespół Jawnego Szczecina.

środa, 2 listopada 2016

94. ZWiK sp. z o.o. odmawia po raz kolejny

Niestety, z przykrością muszę oznajmić, że miałam rację. ZWiK sp. z o.o. podtrzymał swoją odmowę - nie udostępni mi umowy na sponsoring PEKAO Open 2016. Nie otrzymałam decyzji, tylko maila, bo spółka uznała, że to, o co pytam, to nie informacja publiczna. W związku z tym nieocenieni prawnicy Sieci Obywatelskiej Watchdog Polska, za pomocą strony http://porady.siecobywatelska.pl/  przygotowali mi skargę na bezczynność, która została wysłana do ZWiK ponad tydzień temu. Jak wynika z otrzymanych dokumentów - wpłynęła do spółki 24.10.2016.

Przy okazji, jak zwykle, zachęcam do wspierania Sieci Obywatelskiej, a zwłaszcza pracujących tam prawników - warto pamiętać, że te darowizny można odliczyć sobie od podatku :)

W trakcie rozmów z watchdogowymi prawnikami okazało się, że ZWiK nie tylko mnie odmawia informacji... Odmówiono też udzielenia informacji dotyczących delegacji prezesa, kosztów i wydatków ze służbowych kart płatniczych, a także raportów z kontroli. Na wszystkie te pytania odpowiedzi ZWiK nie udzielił, a w konsekwencji nasza miejska spółka doczekała się kolejnego artykułu na stronie SOWP.
Odnoszę wrażenie, że mamy do czynienia z czymś w rodzaju sabotażu... Już nie ważne, o co pytają, bez sądu nie odpowiemy i już. Dojrzewa we mnie myśl o ogólnopolskiej debacie pt. w czyim interesie powinien działać prawnik miejskiej spółki - w końcu to my, mieszkańcy, robimy zrzutę na jego wypłatę... Ale to temat na kolejny post.

Czas sobie płynie, a z opadającymi liśćmi odkrywają się nowe fakty...

Uwielbiam siatkówkę i bardzo cieszę się, że Plus Liga dotarła do Szczecina. Co to ma wspólnego ze ZWiK? No sporo... Jak się dowiedziałam ze strony szczecińskiego klubu siatkarskiego, ZWiK stał się także sponsorem Espadonu. Bardzo dobrze życzę naszemu klubowi, ale nie chcę, by był wspierany z publicznych pieniędzy. Nie wiem też, czy wyświetlana na monitorach pod sufitem w trakcie meczu reklama ZWiK (taki sobie łysy napis, bez niczego, tylko ZWiK) ma związek ze sponsorowaniem klubu, czy jest dodatkowo płatną formą promocji. Moim zdaniem niespecjalnie efektywną, bo ludzie, którzy przychodzą na mecz patrzą na parkiet, a nie gapią się po suficie, chyba, że akurat piłka poleci do góry. Lepiej zawiesić szmatę na poręczach - to widać od razu.
Z tych obserwacji wyciągnęłam wniosek, że ZWiK źle zarządza swoimi funduszami - za wiele ma kasy na promocję. Uważam, że zamiast ładować kolejne set tysięcy, czy nawet tylko dziesiąt tysięcy, powinien obniżyć nam opłaty za wodę. Albo za odbiór ścieków. Albo kasę na tę (z mojego punktu widzenia) zupełnie zbędną promocję (PEKAO Open, Pogoń Szczecin, Espadon Szczecin, jakieś szkoły tańca i inne cuda), przeznaczyć na zrobienie łazienek w kilkunastu (kilkudziesięciu?) mieszkaniach komunalnych, które ich nie mają. Cokolwiek - byle nie przepieprzyć na głupoty.
Bo moim zdaniem - ZWiK nie musi się wcale promować. Czy będzie wyświetlał gołe baby, samochody czy galaretkę z truskawek, czy projekcja będzie w hali widowiskowo-sportowej, na gaciach zawodników, na toaletach przenośnych czy namalują ją na magistracie - i tak nie mamy innego dostawcy wody i odbiorcy ścieków. Szkoda na to moich pieniędzy...

wtorek, 11 października 2016

93. Toast za jawność Szczecin 2016



3 października, w Szczecińskim Inkubatorze Kultury, odbył się pierwszy lokalny Toast za jawność. Na spotkanie przybyło dwadzieścia dziewięć osób (piszę dokładnie, bo jak napiszę, że około trzydziestu, to ktoś może pomyśleć, że było nas dwadzieścia trzy sztuki :P), co jak na datę i okoliczności uważam za super wynik. Większość z nas przybyła bezpośrednio z Czarnego Protestu, co doceniam – trzeba się było urwać nieco wcześniej, bo protest kończył się o 18.00, a nasze spotkanie o tej porze właśnie się zaczynało.
Celem spotkania było wzajemne poznanie się środowiska strażniczego w Szczecinie, wymiana doświadczeni i tworzenie wspólnego frontu w zakresie patrzenia władzy na ręce. Poza „szeregowymi”mieszkańcami przybył też jeden ze szczecińskich radnych – Wojciech Dorżynkiewicz, kilka osób z rad osiedli oraz Szymon Osowski i Bartosz Wilk- członkowie zarządu stowarzyszenia Sieć Obywatelska Watchdog Polska.

Spotkanie zaczęłam od przypomnienia, że ustawa o dostępie do informacji publicznej właśnie skończyła piętnaście lat. Wywołało to zdziwienie – większość uczestników uważała, że twór ten to nowalijka. Następnie przystąpiłam do przesłuchania Anny Bieleckiej z Klubu Kniejołaza, która to organizacja w swojej działalności strażniczej na rzecz ochrony przyrody, a zwłaszcza Puszczy Bukowej dorobiła się nie tylko kilku spektakularnych sukcesów, ale także własnych sygnalistów. Dla przypomnienia i w uproszczeniu – sygnalista to osoba pracująca w strukturach, w których coś nie gra, informująca o tych nieprawidłowościach. Klub Kniejołaza poza wygraną batalią o wizję lokalną Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska, nagłośnieniem sprawy nie działającej oczyszczalni ścieków w Kołowie, czy batalii przeciwko zabudowie polan śródleśnych Puszczy Bukowej, ma także na koncie skuteczną akcję przeciwko lokalizacji nowego budynku dyrekcji Lasów Państwowych w otulinie Puszczy Bukowej. Ta ostatnia miała zasięg ogólnopolski – odbiła się szerokim echem w mediach. Ania opowiadała o tym dlaczego Klub Kniejołaza podjął działania, jak to robi, jakich ma sojuszników i z jakimi problemami spotyka się w swojej działalności.

Kolejni uczestnicy opowiadali o swoich doświadczeniach z ustawą i dostępem do informacji publicznej. Jak się okazało – nawet radni mają problem z uzyskiwaniem odpowiedzi na swoje pytania. Głos zabierali też przedstawiciele SOWP – Szymon Osowski i Bartosz Wilk. Pytałam, jak wygląda nasze miasto na tle Polski – jeśli chodzi o zainteresowanie i zaangażowanie mieszkańców, ale też jak na wnioski reagują organa zobowiązane do udzielania informacji. Usłyszeliśmy, że nie jesteśmy zagłębiem strażników, ale rozwijamy się w dobrą stronę. Z kolei urzędy reagują różnie – na pewnych obszarach jest u nas całkiem dobrze, w innych – podobnie jak w Polsce – informacje pozyskać można wyłącznie na drodze sądowej. Chwilę zajęła dyskusja dotycząca bezkarności osób podejmujących decyzje odmowne – nie ponoszą konsekwencji nawet wtedy, kiedy sądy przyznają rację wnioskodawcom. Wytworzyła się pewnego rodzaju praktyka w „spławianiu” natrętów – może nie każdy będzie chciał i umiał poradzić sobie w sądzie? (Jeśli nie – podpowiadam - można poprosić o pomoc Watchdogi – TUTAJ adres poradni). Na pewno warto tę dyskusję prowadzić, bo paradoksalnie – my, mieszkańcy, opłacając działalność spółek miejskich czy urzędu, opłacamy także honoraria prawników, którzy odmawiają nam odpowiedzi na nasze wnioski.

Rozmawialiśmy o tym, jak trudno pojedynczej osobie doczekać się odpowiedzi od instytucji. Zastanawialiśmy się, jak to poprawić – poza wsparciem biura porad prawnych Sieci Obywatelskiej Watchdog Polska. Na bazie doświadczeń Klubu Kniejołaza doszliśmy do wniosku, że ważną rolę odgrywają tu media. A te z kolei najlepiej reagują na dużą grupę ludzi. Konkluzja – aby osiągnąć sukces, musimy się wspierać w działaniach. Stąd też pomysł na spotkania lokalne – byśmy mieli szansę poznać się lepiej. Przypomniałam, że mamy wsparcie nie tylko w sobie, ale też w Sieci Obywatelskiej Watchdog Polska i organizacjach oraz osobach współpracujących w swojej działalności z Siecią. Nie można bagatelizować tego, wszak to potężne narzędzie i zasięg ma ogólnopolski.

Zaplanowany na spotkanie czas płynął nieubłaganie, zatem przypominając uczestnikom o projekcie wspierania prawników SieciObywatelskiej Watchdog Polska, by mogli nam pomagać, zakończyłam oficjalną część spotkania przy kawie, herbacie i ciastkach. Wznieśliśmy toast „za jawność Waszą i naszą” i przeszliśmy do rozmów w kuluarach.

Spotkanie trwało prawie dwie i pół godziny i było pierwszym tego typu spotkaniem, integrującym lokalne środowisko strażnicze.

Dziękujemy bardzo wszystkim uczestnikom, polecamy się na przyszłość i liczymy na owocną współpracę na wielu płaszczyznach.

p.s. Nagrań nie będzie niestety z przyczyn technicznych – sprzęt nie dojechał na czas. Zawiedzionych bardzo przepraszam. Zdjęcia wstawię, jak tylko do mnie dotrą – przy okazji bardzo proszę osoby dysponujące fotkami o przesłanie ich na inkubatorkulturyotwartosci@gmail.com

czwartek, 6 października 2016

92. Toast za jawność - Warszawa 2016



Na spotkanie w warszawskiej zachęcie przybyło około stu osób. W czasie powitania zarząd stowarzyszenia Sieć Obywatelska Watchdog Polska przekazał, że świętujemy nie tylko dzień jawności, ale także piętnastą rocznicę uchwalenia ustawy o dostępie do informacji publicznej. To dużo i mało. Dużo – bo od tak dawna możemy korzystać z narzędzia do monitorowania władzy, mało – bo tak naprawdę i na szerszą skalę to narzędzie jest używane od kilku zaledwie lat. Kiedy sobie to uzmysłowiłam, jeszcze bardziej utwierdziłam się w przekonaniu, że w Polsce prawdziwa edukacja obywatelska zawodzi na całej linii. Dzieci i młodzież uczą się formułek o władzy, a bardziej przydatne byłaby praktyczna nauka korzystania ze swoich praw – między innymi na przykład warsztaty z pisania wniosków o udostępnienie informacji publicznej. Oczywiście – to utopijne marzenia, bo władza nie lubi, kiedy obywatel ją podgląda – sama nie zrobi nic, by kształcić świadomych swoich praw obywateli, bo to jest uciążliwe w przyszłości…

Bardzo ciekawym (dla mnie) punktem programu była debata z dziennikarzami piszącymi o jawności. Troje dziennikarzy (dwie panie i pan) opowiadało o swoich doświadczeniach z informacją publiczną. Pani Karina Obara jest dziennikarką w Gazecie Pomorskiej, pani Bianka Mikołajewska – w OKO Press, a pan Jerzy Jurecki – w Tygodniku Podhalańskim.
W trakcie rozmowy przewijały się takie elementy jak zależność lokalnych dziennikarzy od ogłoszeń z urzędów, media lokalne opłacane przez władze samorządowe, czas pozyskiwania informacji na podstawie ustawy o DIP jako problem dziennikarzy, wpływ braku skarg środowiska mediów w przypadku nieudostępnienia informacji na powszechność praktyki ignorowania wniosków, a także pozycja lokalnych strażników i sygnalistów. Była też mowa o zanikającym zawodzie dziennikarza śledczego, i o tym, że niektóre redakcje próbują takich twórców wspierać i promować. Ogólnie wyciągnęłam wniosek, że społeczeństwo słabo interesuje się tym, co się dzieje w okolicy, chyba, że jest jakiś ewidentny szwindel, a długie (jak na potrzeby dziennikarzy) procedury wnioskowe zniechęcają, choć mimo tych przeszkód większość piszących z ustawy o DIP korzysta.

W części ogólnodostępnej, z sali padały pytania między innymi o to, czy właściwe jest uprzywilejowywanie dziennikarzy ( w rozmowie dziennikarzy padło stwierdzenie, że dla grupy społecznej pt. dziennikarze powinno się skrócić czas na udzielenie odpowiedzi, jaki ma urząd), czy rozważane jest skorzystanie z dorobku lokalnych strażników, padały propozycje w jaki sposób wybrnąć z kwestii mediów zależnych od samorządu. Ja zasugerowałam, że dziennikarze padli ofiarą swoich własnych działań. Od lat nie piszą DLACZEGO ważne jest patrzenie władzy na ręce, skupiają się na newsach jednego dnia, wspierając proces odmóżdżania społeczeństwa. I zapytałam, czy planują jakieś działania zmienające ten proces, mające na celu edukację. Jak wywnioskowałam po odpowiedzi – nie zostałam zrozumiana.
Chodziło mi o konkretne artykuły typu – fundusz promocyjny spółki XYZ wynosi fefset tysięcy złotych. Promocji XYZ nie potrzebuje, bo jest spółką lokalną, monopolistą na rynku. Gdyby to przeznaczyć na przykład na konserwację sieci, cena wody spadłaby o 20 groszy za litr. Co w przeciętnym gospodarstwie daje pięćdziesiąt złotych rocznie oszczędności (wartości wzięte z sufitu, chodzi o mechanizm przedstawiania informacji).
Albo tak – spółka ZYX zatrudniła byłego wiceprezesa (który przyłożył rękę do przekrętu w spółce, ale za niego nie odpowiedział) na stanowisku dyrektora, bo wicek jest ze spółką zaznajomiony, bierze udział w jakimś tam procesie, a nowo powołany prezes jeszcze tej wiedzy nie ma. Chodzi o zapewnienie ciągłości procesu. Super. Pytania dziennikarzy, które powinny paść:  Ile czasu zatem dostaje nowy prezes na przejęcie obowiązków? Jeśli po upływie tego czasu wicek/dyrektor dalej pozostaje w zatrudnieniu, to powinien powstać tekst pt. Dlaczego uciekają nasze pieniądze. Treść mniej więcej taka: zatrudnianie byłego wiceprezesa generuje koszty rzędu powiedzmy 10 tysięcy złotych miesięcznie, co przez okres X daje nam kwotę Y. Gdyby te pieniądze zużytkować w inny sposób, w ciągu miesiąca można byłoby podłączyć do sieci Z ulic. Czyli dzielnica PRS byłaby w całości skanalizowana.
Żeby ludzie skojarzyli, że mówimy o ich pieniądzach, trzeba im pokazywać paluchem, w jaki sposób to, co dzieje się w spółkach wpływa na ich portmonetkę. Nawet jeśli do części społeczeństwa ogólny przekaz dociera, to zwykle na zasadzie: tak wiem, przekręty są, ale co na to poradzić. Dziennikarze mają narzędzia, którymi mogą przekazać mieszkańcom nie tylko JAK nasze pieniądze beztrosko wyciekają z tej czy innej spółki, ale też podpowiedzieć CO można zrobić, by do takich sytuacji nie dochodziło. Muszą tylko chcieć tych narzędzi używać i pisać tak, by przebić się przez wstępną skorupę tumiwisizmu, wyprodukowaną prze lata, niestety przy dużym udziale mediów.
Po zakończeniu debaty trwały rozmowy w kuluarach, bardzo ciekawe, pouczające i emocjonujące. Ja na przykład uzyskałam kilka wskazówek, jak dotrzeć do dobrych dziennikarzy lokalnych. Zobaczymy, czy okażą się skuteczne.

W trakcie spotkania można było zapoznać się z produktami codziennego użytku, zaprojektowanymi przez polskich artystów, inspirowanych pracą watchdogów. Gadżety te można kupić w sklepie TUTAJ. Na Wielkim Zjeździe Watchdogów miałam okazję „pobawić” się szklankami i czajniczkiem – genialna sprawa. Oba produkty polecam na prezenty – przy pierwszym nalewaniu wody do szklanek odruchowo przytrzymywałam naczynie, bo byłam pewna, że się wywróci… :D Lustro wypróbowałam przy okazji walnego zgromadzenia członków stowarzyszenia, a teraz obejrzałam również klawiaturę. Nie tylko dizajnerska i niespotykana, ale i funkcjonalna – na klawiszu „enter” ma takie małe Tatry, które zmuszają do zastanowienia się, czy rzeczywiście to, co piszemy, nadaje się do wysłania. Ja na przykład, choć jeszcze nie mam tego gadżetu już przy pisaniu tego tekstu doszłam do wniosku, że jeden z akapitów mogę śmiało usunąć – nie wnosi nic, a może komuś zrobić przykrość, bo ja mam świra na jakimś punkcie… Fajna sprawa, zobaczcie sami. Tym bardziej, że sezon ślubów trwa cały rok, a wkrótce różne święta ogólnospołeczne.Oczywiście - dochód uzyskany ze sprzedaży giftów idzie na działalność Sieci Obywatelskiej Watchdog Polska!

Wypiliśmy oczywiście toast „ za jawność Waszą i naszą” i z wielkim trudem zakończyliśmy spotkanie, wypychani przez zmęczony, ale niezwykle miły i pomocny personel Zachęty. Zdjęcia i oficjalna relacja ze spotkania są TUTAJ.
Warto było spędzić 16 godzin w drodze, by wziąć udział w Toaście. Za rok też się wybieram – jedziecie ze mną?

p.s. W trakcie spotkania na telebimie wyświetlane były życzenia urodzinowe dla ustawy o dostępie do informacji publicznej. Ze Szczecina także, między innymi od pana Jerzego Bielca :D